trochę ciężko zapomnieć, bardzo ciężko; ja wiem o tym najlepiej. trudno uwierzyć, że tak wiele się zmieniło. patrzę w szybę, po której ciężko spływają, jak łzy, krople deszczu i nie widzę tej osoby. co się z nią stało, tą, która wszystkich potrafiła obdarzyć uśmiechem nie przejmując się, że wpływ na niego ma nikły i wysyła on sprzeczne sygnały, nie współgrając z mgłą jej oczu. co się stało z zaufaniem, którym wręcz promieniowała, a ludzie przychodzili do niej z minami zabłąkanych sarenek prosząc o dosadną radę i rzadko miłe, acz przydatne słowo.
ona nie żyje, jej nigdy nie było. kilkuwymiarowa osobowość, zagubiona w zagiętych fałdach własnej świadomości. jej nigdy nie było, teraz usunęła się w kąt i odsłania zobojętniałą zamgloną Ją, jedyną prawdziwą, przynajmniej na chwilę obecną. teraz umie utrzymać słowa za zębami- ostrożności nigdy za wiele. rani z mściwą satysfakcją, z miną mówiącą skurwielu!, rozpaczą w oczach i resztkami nadziei. świadomość beznadziei pożera ją, wlecze się jak zranione zwierzę na skraj lasu, by z dumą zasnąć. zmęczyło ją jedyne słuszne unoszenie się ponad chodnikami kilkanaście centymetrów, by z pola widzenia usunąć oczy innych, tak naiwnie błagające o litość i zrozumienie; oni nie istnieją w jej hierarchii wartości, istnieje tylko superego, ego i id. Ona jest istotna, tylko Ona. dba o siebie z troską kochającej matki, chroni i usługuje.
teraz Ona i Ja, połączymy siły.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz