czwartek, 16 grudnia 2010

liczy się tu i teraz

a jaka ja jestem teraz szczęśliwa
tak właśnie miało być, idealna kolej rzeczy perfekcyjnie wyliczona i zaplanowana czysta logika. oczyszczam umysł z ciemnych ciężkich myśli, pozwalam delikatnym przyjemnym rytmom utknąć w mojej głowie i jest mi dobrze, tak bardzo dobrze.

sobota, 20 listopada 2010

dzieci bawią się w miłość

jesteśmy okrutnymi realistami, nie mamy marzeń i nie patrzymy wstecz, nie-zmiennouczuciowi, stałopoglądowi, jeszczenie-zdecydowani. odrzucamy ideę nudnej gry w życie, mamy swoje zasady, oszukujemy i niszczymy, zwyciężamy.
znaleźliśmy się po dwóch stronach wszechświata, unikamy wzruszeń, chowamy się przed tęsknotami, zasłaniamy przed ckliwymi wspomnieniami. one nas zabijają zżerają od wewnątrz unicestwiają niszczą, nie, one nie są dla nas. jesteśmy tu teraz ty-i-ja, tylko to się liczy
jesteśmy młodzi, piękni, autodestrukcyjni. nie mamy żadnych wartości godnych i wzniosłych, patrzymy chłodnym wzrokiem na resztę wszechświata,
idziemy bez celu, byle by tylko iść

niedziela, 26 września 2010

czas zacząć bloga pisanego poprawnymi językowo i stylistycznie zdaniami, poczynając je wielką literą, z wyraźnie mniejszą liczbą neologizmów sralizmów i wyszukanych epitetów. jak owa Pani.

poniedziałek, 20 września 2010

potrzebuję wódki. w ilościach hurtowych

kiedy odchodzę, nie jestem w stanie się odwrócić, obejrzeć przez ramię, odchodzę dumna z wyprostowaną głową niczym kocica, ogon na sztorc i żałośnie godny chód. jestem głodna, tak niesamowicie głodna tych chwil, psuję się od środka, nie ma we mnie nic.
zabija mnie ta pewność, że nigdy nie dostanę tego, czego pragnę, czego pragnie każda cząstka mnie; a resztki zdrowego rozsądku odsuwają te myśli na bok, usuwają w cień, chowają przed wścibskimi spojrzeniami
coraz częściej mam ochotę zniknąć

piątek, 17 września 2010

turn back the clock, give me some time

samotność mnie przytłacza, dobija, tłamsi od wewnątrz i zżera po kawałeczku moją szeroko pojętą duszę, wprawia w drżenie najmniejsze mięśnie, te w kącikach ust i oczu. oczu, które zakryte kurtyną ciężkich rzęs poszukują, wiecznie wypatrują oparcia, punktu zawieszenia wzroku, odpoczynku od wiecznego ignorowania dostępnego na wyciągnięcie ręki złudnego szczęścia.
szarość nieba i złoto liści kuszą;
a kiedy nikt nie patrzy wypłakuję wszystkie słowa, próbując zgubić ten niebezpieczny zapach ust

poniedziałek, 6 września 2010

OnaJa

trochę ciężko zapomnieć, bardzo ciężko; ja wiem o tym najlepiej. trudno uwierzyć, że tak wiele się zmieniło. patrzę w szybę, po której ciężko spływają, jak łzy, krople deszczu i nie widzę tej osoby. co się z nią stało, tą, która wszystkich potrafiła obdarzyć uśmiechem nie przejmując się, że wpływ na niego ma nikły i wysyła on sprzeczne sygnały, nie współgrając z mgłą jej oczu. co się stało z zaufaniem, którym wręcz promieniowała, a ludzie przychodzili do niej z minami zabłąkanych sarenek prosząc o dosadną radę i rzadko miłe, acz przydatne słowo.
ona nie żyje, jej nigdy nie było. kilkuwymiarowa osobowość, zagubiona w zagiętych fałdach własnej świadomości. jej nigdy nie było, teraz usunęła się w kąt i odsłania zobojętniałą zamgloną Ją, jedyną prawdziwą, przynajmniej na chwilę obecną. teraz umie utrzymać słowa za zębami- ostrożności nigdy za wiele. rani z mściwą satysfakcją, z miną mówiącą skurwielu!, rozpaczą w oczach i resztkami nadziei. świadomość beznadziei pożera ją, wlecze się jak zranione zwierzę na skraj lasu, by z dumą zasnąć. zmęczyło ją jedyne słuszne unoszenie się ponad chodnikami kilkanaście centymetrów, by z pola widzenia usunąć oczy innych, tak naiwnie błagające o litość i zrozumienie; oni nie istnieją w jej hierarchii wartości, istnieje tylko superego, ego i id.
Ona jest istotna, tylko Ona. dba o siebie z troską kochającej matki, chroni i usługuje.
teraz Ona i Ja, połączymy siły.

czwartek, 31 grudnia 2009

nothing is something worth doing

próbujemy swoich sił szukając sensu w śmiesznych błahych rzeczach, ha-ha-ha lepiej zapisz level. jest lepiej i gorzej, szarzej i piękniej, choć czasem coś ssie w żołądku, gdzieś w środku, czasem też u nasady płatu czołowego coś stuka, jakby się chciało wydostać. katastrofa za katastrofą za szklaną szybą wygłuszona wytłumiona bez dźwięku; na wizji szumy kolorowe coś jest nie tak chaos i krzyki i spazmy jęki bóle myśli słowa łzy nocną porą.