czwartek, 31 grudnia 2009

nothing is something worth doing

próbujemy swoich sił szukając sensu w śmiesznych błahych rzeczach, ha-ha-ha lepiej zapisz level. jest lepiej i gorzej, szarzej i piękniej, choć czasem coś ssie w żołądku, gdzieś w środku, czasem też u nasady płatu czołowego coś stuka, jakby się chciało wydostać. katastrofa za katastrofą za szklaną szybą wygłuszona wytłumiona bez dźwięku; na wizji szumy kolorowe coś jest nie tak chaos i krzyki i spazmy jęki bóle myśli słowa łzy nocną porą.

niedziela, 20 września 2009

"Napisz coś pięknego kotek";
czy istnieje skuteczniejsza motywacja?


(uśmiecham się do naszych myśli)

hymn for the cigarettes

chodzę od lustra do lustra i szukam swojego odbicia;
istnieję tylko za twoimi powiekami, rozmywam się ulatniam wraz z dymem, przemykam przez twoją głowę a ty czujesz się obserwowany;




aż chce się poetycko spuentować: kuuurwa

piątek, 11 września 2009

cisza na planie

zaróżowione policzki nie do ukrycia; wciąż jeśli zechcę mogę poczuć na nich ból, niemrawy świst powietrza i bezlitosny odgłos uderzenia. dzis jestem najpodlejszym dzieckiem tego nędznego, nieszczęsliwego świata, pół-snem, czyhającym na twoje koszmary; drapię ściany paznokciami.

i krew i łzy i złość i wreszcie ta błoga chwila nieobecna kiedy odpływam, to wszystko nie ma znaczenia. jestem niczym, maleńkim punktem na kuli ziemskiej, nic nie znaczącym, ulotnym, chwilowym. nie umiem stworzyć samej siebie i egzystuję w poczuciu niespełnienia, niedokończenia; moje oczy już dawno wygasły i zrezygnowały, a ciebie już dawno nie ma w mojej głowie. nie istniejesz, ta chwila to tylko odłamek wieczności, zupełnie zbędny.

kurwię się emocjonalnie, uśmiechnij się do mnie a opowiem ci wszystko; odejdziesz i w sekundę zapomnisz o moim istnieniu (przepraszam ja cię znam?). pozostaje dym tylko i wyłącznie wierny dym;

kurtyna, pstryk; zapomnij

poniedziałek, 15 czerwca 2009

silence

silence

is
a
looking

bird:the

turn
ing;edge,of
life

(inquiry before snow



e.e.cummings

wtorek, 9 czerwca 2009

wtorek, 19 maja 2009

tonight i killed you with my smile

nic nie jest dla nas za wysoko, nie ma rzeczy, której nie moglibyśmy dosięgnąć. możemy wszystko, ja wiem. jestem pewna, że nie muszę wcale nic mówić; z mojego uśmiechu, wzruszenia ramionami, naiwnych, płaczliwych oczu i każdego ruchu dłoni możesz dowiedzieć się wszystkiego.


with my smile, so beautiful and wild

poniedziałek, 11 maja 2009

kochanie

powtarzam Ci to z nieczęstą, sobie tylko znaną beztroską; a wyrzuty sumienia i resztki moralności odzywają się coraz częściej.

muzyka na dziś: album Depeche Mode- Sounds of Universe

vivid afternoon

snuję się wokół Ciebie myślami łaszę i mruczę, kuląc się pod Twoim spojrzeniem. z wyostrzonymi zmysłami podwójnie czuję jego wyrzut. emocjonalnie zobojętniała, zamroczona tanim zielskiem. nie lubię, kiedy jesteś zły.

przykro mi.

sobota, 9 maja 2009

trwa cisza twych oczu

gdzieś, gdziem nigdy nie dotarł, w szczęśliwie odległym
od wszelkich doznań miejscu, trwa cisza twych oczu:
w najkruchszym z twoich gestów jest coś, co mnie otacza,
czego dotknąć nie mogę, bowiem jest za blisko

najlżejsze z twoich spojrzeń łatwo mnie otworzy,
chociaż zamknąłem się jak palce zwarte w pięść,
płatek po płatku rozwierasz mnie zawsze jak Wiosna
co (z tajemniczą wprawą) rozwiera swą pierwszą różę

a jeśli zechcesz zamknąć mnie, ja wraz ze swoim
życiem zatrzasnę się przepięknie i gwałtownie,
jak gdyby kwiat w swym wnętrzu wyobraził sobie
śnieg, który skrzętnie sypie wszędzie wokół;

żadna z rzeczy widzialnych nie zdoła dorównać
mocy twej natężonej kruchości: jej tkanki
zniewalają mnie barwą swoich krain, każde
tchnienie wydając z siebie na śmierć i na zawsze

(nie wiem, co ty masz w sobie, co tak wszystko w krąg

otwiera i zamyka; tylko coś we mnie mi wróży,
że głos twych oczu głębszy jest niż wszystkie róże)
i nikt, nawet deszcz, nie ma takich drobnych rąk



e.e. cummings

nigdziebądź, u-ro-dzi-ny

kolejne urodziny, dzień wyciąga się jak wyżuta guma, ale smak zachowała; czułam Twój spokojny oddech na szyi obserwując zachodzące słońce, a kiedy wschodziło patrzyłam jak równomiernie unosi się Twoja pierś. tysiące myśli; nie lubię gdy śpisz, bo jesteś g d z i e ś, wkraczasz w sferę, której nie mogę kontrolować. dotykam Twoich popękanych, zmęczonych ust; zapamiętuje każdą linię, zmarszczkę i bruzdę. słowa ciekną mi po brodzie ubrudzone mnóstwem błędów merytorycznych i gramatycznych, snuje domysły i rzucam strzępkami zdań. bezmyślnie błądzę po Tobie wzrokiem szukając jakiegoś zagięcia błędu nieprawidłowości; bezskutecznie. kocham Cię.

czwartek, 7 maja 2009

z dzisiaj

sprzeczanie się z Tobą równorzędne całowaniu Twoich chłodnych ust.

wtorek, 5 maja 2009

sranda

dzisiaj rockowo. every action has reaction. we've got one planet. one chance.


taaaaak i jeszcze bardziej mi z Tobą dobzie, dobzie! jesteśmy wieczni i nieśmiertelni i nie dbamy o to, co mówią; nigdy nie przeminiemy! pomimo koszmarnego bólu głowy uśmiecham się do swoich myśli w których ugrzęzłeś.

środa, 29 kwietnia 2009

arystokratyczny ćpun

oglądam świat przez ogromne odmienne źrenice, wylewa się ze mnie żal i żar i obłędnie namiętnie wspominam Kota, drżącą ręką ściskając papierosa, drugą- kieliszek obojętnego zapachowo smakowo estetycznie mętnego czerwonego wina. oh, jak uroczo industrial rozpierdala mnie od środka. kulę się w sobie na wspomnienie Twojego ciepłego, (oh, tak, ja- taka nietykalna nieśmiertelna niewzruszona) ciepłego dotyku i szeptu. potem urągam sobie za złe myśli i brudne refleksje i uciekam wgłąb siebie.


może teraz 4 mg na kg?

środa, 22 kwietnia 2009

i was wondering..

tak bardzo lubię zwinąć się w kłębek mrucząc u Ciebie na kolanach, tak lubię słuchać Cię od środka przykładając ucho do brzucha lub piersi, przy Tobie robię się krótkowzroczna i dziwnie miękka, a zwykle chwiejąc się na nogach bez słowa proszę o miłość.



a jednak czegoś brakuje. ticking clock in empty house i wiem, że nic nie trwa wiecznie.




usuwam się na bok i myślę o złych rzeczach.

niedziela, 19 kwietnia 2009

in a smokey room a smell of wine and cheap perfume

muszą się pieprzyć na MOIM łóżku? kurwa mać.



chleb 1,30

woda 1,70

jogurty ok. 3,00

jabłka 2,00

0,50 cl Ballantine's 42,50

0,20 cl Luksusowej 9,80

jakieśtam wino 18,90

Pall Malle 9,60



jestem przerażona.

piątek, 17 kwietnia 2009

"życie jest niesamowite, kotku. takie, jak Ty"

" księżniczko. nie studiuję, nie pracuję, nie jem, nie śpię, nie płaczę, nie ogarniam, nie żyję. modlę się do Boga, którego, jak wiemy, nie ma, aby dał mi siły potrzebne do skończenia tej perfidnej, uwierającej wegetacji. nie pamiętam życia sprzed Niego, nie pamiętam, nie chcę pamiętać i nawet nie potrafię. cztery lata, księżniczko. cztery lata, a teraz jest tylko ciemno. tak bardzo chcę się odważyć i sobie pomóc. czasem leżąc w łóżku o trzeciej nad ranem, po wódce i kilku tabletkach relanium, czuję jak serce odmawia mi posłuszeństwa. ale zawsze jakoś daje radę do rana i koszmar zaczyna się na nowo. "

istniejesz na zawsze w mojej głowie, obiecuję, nie zapomnę Cię. kocie, ja nigdy nie zapominam. cholernie mnie zmieniłeś, wszystkie Twoje myśli, które poznałam; ale teraz wracam do swoich zabaw, używek, błahostek i histerii, a wraz z Tobą tracę mój ratunek, moje oderwanie od rzeczywistości, mojego powiernika i najmilszego kota.
gdy mi to powiedziałeś, niebo nie zawaliło się nam na głowy,
księżyc wciąż jest na swoim miejscu. dla mnie się coś zmieniło. nie obchodzi mnie, że szkodzę sama sobie namiętnie, natrętnie przypominając sobie Twoje słowa; może i nawet mnie rozumiałeś, może na swój sposób kochałeś, ale nie przysięgnę, że usunę Cię z mojej ślicznej, małej główki. najdroższy.


ścięłam włosy. odpływam w natłoku myśli i amoku alkoholowym.

środa, 15 kwietnia 2009

chcemy tylko rozmawiać

myślę, że powinnam jednak częściej przebywać z R., jednocześnie nie olewając totalnie Sroki. będzie to niełatwe, ciężko gdy twoja przyjaciółka (jedna z wielu i jedyna i nieprawdziwa, jak każdy przyjaciel) nienawidzi chwilowej miłości twojego życia. ona wie, że dla pewnych wartości mogę zabić, zagryźć i wrócić uśmiechnięta z krwią na ustach i rękach, on z kolei- że namiętnie kłamię i zmyślam, a w mojej charakterystyce umieszcza 'zdradzanie' jako hobby.
nasz związek wygląda tak niejasno i chwiejnie jak sytuacja w gospodarce, co chwila lecąc na łeb na szyję, by po chwili (-oczywiście że ci wybaczam kochanie, jesteś jedyna i cudowna, uwielbiam cię i nie dam ci odejść) wrócić do dawnej kondycji śmiejąc się z things we did before.

dziś wybitnie oryginalnie spędzam wieczór, uwaga uwaga, browarowe spotkanko!

plany mniej przyszłościowe- idę przyspieszyć proces starzenia się skóry, nie mogąc doczekać się tej cholernej rozedmy płuc, raka wszystkiego co się rusza i impotencji.

wtorek, 14 kwietnia 2009

acid imbecile

budzę się, w kompletnej nieświadomości wyciągam rękę po komórkę i obczajam godzinę. 5:17. esemesów- brak. nieodebranych połączeń- jedno. R. dzwonił. godzinę temu.

wysyłam wiadomość- 'dzwoniłeś'

odbieram wiadomość- 'tęskniłem'

po chwili konsternacji wychodzę (ładnie powiedziane) z łóżka i bez dalszych ceregieli udaję się do łazienki, gdzie spędzam bitą godzinę, z czego pół- opieram się o zlew i pytam wymiętoloną twarz w lustrze o wczorajszy dzień. nic nie wie.

wracam do pokoju. z dziecinnym zainteresowaniem przyglądam się dwóm kieliszkom i pustej butelce leżącym na dywanie. mogłabym się założyć, że przedtem ich tu nie było. wzdycham i wlokę się do kuchni przygotować kawę i wyjąć papierosy.



8:38

miałam pofarbować włosy, nie pić dużo za dużo, zapomnieć, jadać śniadania, liczyć się z Jego uczuciami (których jest od zajebania, kurwa) pomalować paznokcie, zapomnieć, wracać punktualnie do domu, kochać siostrę, zapomnieć, doprowadzić rower do stanu używalności jako takiej, kupić płaszcz, nie marudzić, zapomnieć;
jestem dobrą aktorką i ty nie wiesz wielu rzeczy, myślisz, że zapomniałam. dobrze, niech tak będzie.



ale ja nigdy niczego nie zapominam.

hellou my almost-lover

/na jej dziecięcej twarzy była bardzo dorosła mina, a dojrzałość przebijała przez źrenice i dopełniała jej chłodnej dumy/

gardzę emocjonalnym ekshibicjonizmem przykrytym cienką warstwą mgiełki anonimowości, ale zawsze brakowało mi cierpliwych uszu do słuchania, rąk do przytulania, ramion do wypłakania, także, aby te mało pozytywne emocje nie kumulowały się w mojej głowie, robię małe expose wszędzie gdzie się da i wystawiam moją obdartą z wszelkich uczuć, obojętną mentalność na pastwę cudzych (z boku zawsze wygląda gorzej) spojrzeń.